Frędzle i falbanki
Dzisiejszy outfit to wynik mojej absolutnej desperacji, dopadł mnie bowiem dzień, w którym się wyrzuca wszystko z szafy i absolutnie NIC nie pasuje do NICZEGO. W końcu jednak, kiedy byłam prawie zdecydowana nigdzie nie wychodzić i spędzić dzień w bieliźnie na balkonie, udało mi się zestawić to co widać, i do tego nawet być nadzwyczajnie zadowoloną z efektu, chociaż wiem, że mnie to niewątpliwie skraca, poszerza i takie tam.


falbaniasty top & dziadkowe portki – H&M
frędzlasta torba – Zara
ćwiekowe sandały – Bronx
Dziś
Ja dziś tylko na chwilę. Zresztą wiele do powiedzenia też nie ma, bo zwyczjniej już nie można: top dżinsy i sandały. Dodam tylko może, że top jest wyprzedażowym łupem z lnianej dzianiny, który będę eksploatować tak długo jak się da, bo sprawdził się świetnie na ten kleisty upał.
A w ogóle to do pisania notek używam drugiego bloga.


Top, dżinsy – Zara
sandały – Bronx
Laaaaato
Dzisiejszy strój to absolutnie nic specjalnego, ale bardzo bardzo wygodny na upalną pogodę, przysięgłabym że w tej koszuli było mi chłodniej niż niektórym w koszulkach na ramiączkach.

Koszula – Vero Moda
Spódniczka – HM
Butów nie widać, ale były, przysięgam!
Szczęśliwa!
Zdałam dziś jeden z ważniejszych (i jeden z ostatnich, yes!) egzaminów, i zdałam go tak, że lepiej nie można było!

A to wynik euforii połączonej z dwiema szklaneczkami szampana na prawie pusty żołądek:

Potrafię też tak, że fotograf nie nadąża:

A teraz o ciuchach:
sukienka (bluzka?) – Zara, znana z pierwszego posta
buty – woźnej, tfu, Bronxa, znane wszystkim do znudzenia
sweterek – też Zara, mogę się założyć że każda z Was go posiada w jakimś kolorze, right?
chusta – H&M, a jakże
Sobota
Ale nie całkiem wolna, bo we wtorek egzamin z literatury latynoamerykańskiej. Jeśli chodzi o spódniczkę, to dobrze widzicie, to taka sama jak ta czerwona, a kupiłam ją, bo uwielbiam białe góry, i tak samo namiętnie nie cierpię biało czerwonych zestawień. Biało granatowe natomiast i owszem.


bluzka – Xanaka (?)
lniana marynarka – Grey Wolf
spódniczka – Zara
sandały – Tango
książka – Rayuela (Gra w klasy), Julio Cortázar
I znowu
to Mary-Kate Olsen jest odpowiedzialna za to, że ja, dotąd dość odporna na wszelkie maxi trendy, zaczęłam gorączkowo przeszukiwać szafę w poszukiwaniu mojej, zakupionej kiedyś w Holandii długiej kiecy, której jakoś nigdy nie nosiłam bo to biała, bo to lniana, bo to taka niesymetryczna, bo taka się w niej czułam obnażona. Jak zwykle rozwiązaniem wszystkich problemów okazała się moja ukochana zwykła bluzka, i jestem pewna, że w tym stroju nie raz jeszcze będzie można mnie tego lata oglądać.
Poza tym znalazłam wreszcie idealne płaskie sandały! To będzie można trochę odetchnąć od butów woźnej.


bluzka – H&M
sukienka – kupiona 6 lat temu w Holandii
sandały – Tango
torba – sklep z torbami
Infantylnie
Możliwe że do spinki z motylkiem nie powinnam była zakładać tej spódniczki, bo niechcący wyszło mi jakbym nie zauważyła że z wieku przedszkolnego wyrosłam jakieś 25 lat temu, ale cóż, założyłam. Poza tym wspięłam się na szczyty szafiarskiego poświęcenia i zdjęcia robiłam wśród padającej monotonnie mżawki.


skórzana kurtka- H&M
bluzka- H&M
spódniczka – Zara
pasek – H&M
spinka-motyl – H&M
buty – Bronx
Moja numphowa spódnica
Kupiłam ją na fali zachwytu firmą Nümph i tą spódnicą (tu w interpretacji Ryfki), ale wiedząc od razu że takie wysokie stany to nie dla mnie, na ten sławny egzemplarz się wprawdzie nie skusiłam, ale ofercie firmy się przyjrzałam, owszem. I znalazłam ją. Dziwne kieszenie robią z niej jakby bombkę, i choć długość ma krytyczną dla kurdupli takich jak ja, kocham ją tak bardzo że ani trochę mnie to nie interesuje!
Z butami w prawie każdym poście trzeba będzie się pogodzić, bo zamierzam przechodzić w nich całe lato!


koszulka – H&M
sweterek – Mango
spódnica – Nümph
buty – Bronx
Kosmetyczna rekomendacja roku
Dziś nie będzie o ciuchach, za to chciałam podzielić się z Wami zachwytem nad nowym tuszem do rzęs Maybelline Lash Stiletto. Naprawdę dawno nie byłam tak zadowolona z żadnego tuszu! Uczciwie przyznaję że moje rzęsy są naturalnie dość długie, ale i tak z tuszami miałam lepsze i gorsze doświadczenia. To zdecydowanie jest najlepsze z dotychczasowych.


Prawdziwy wintydż
Przedstawiam sukienkę, którą starsza siostra mojej przyjaciółki Reyes wiele lat temu kupiła w Indiach. Z grubej gładkiej bawełny, z niewielkim trójkątnym dekoltem z przodu i z tyłu i cudnym wzorem, zachwyciła mnie od razu! Przepraszam za obciachowe (i znowu prawie bezgłowe) zdjęcia na balkonie, ale padało wściekle, i i tak miałam szczęście że przed wyjściem udało mi się wstrzelić w przerwę międzydeszczową i zrobić fotkę. Braku twarzy nie ma co żałować, bo makijażu jeszcze nie zrobiłam. A na nogach moje sandałki NUDnE, które gupie są, bo mi się z pięt zsuwają.


Sukienka – z Indii
pasek – Zara
buty – xx by Mexx
-
Archiwa
- grudzień 2009 (2)
- listopad 2009 (4)
- październik 2009 (2)
- wrzesień 2009 (6)
- sierpień 2009 (3)
- lipiec 2009 (9)
- czerwiec 2009 (12)
- maj 2009 (17)
-
Kategorie
-
RSS
Wpisy RSS
Komentarze RSS
