Historia jednej torebki
Nigdy nie wchodzę do sklepów z galananterią skórzaną. A wczoraj weszłam. Cały sklep upstrzony był plakatami z napisem Räumungsverkauf, co w teorii oznacza że zamierzają pozbyć się całego asortymentu, ale ja, nauczona doświadczeniem, do plakatów podeszłam sceptycznie. Dość szybko wpadła mi w oko torebka z cudnie miękkiej skórki, ślicznie wykonana i w pięknym karmelowym kolorze, przeceniona zgodnie z metką z 229 euro na 139. Mina mi nieco zrzedła na ten widok, ale miła ekspedientka, podając mi ową, od razu oznajmiła, że to ostatni egzemplarz i sprzeda mi go za 120. Ciągle jeszcze było to dla mnie dużo za dużo, więc, żeby nie robić jej przykrości, powiedziałam, że więcej niż 100 nie chciałam wydawać. Na to ona, że zaraz wraca, po czym pokonwersowała z szefem na stronie i wróciła z informacją że sprzeda mi ją za… 90 euro, bo to naprawdę ostatnia sztuka, a oni naprawdę mają zamiar pozbyć się całej kolekcji.
Więc wróciłam do domu z torebką, uboższa o 90 euro, ale z przekonaniem że takie coś to owszem, mogę się zgodzić, że się nazywa wyprzedaż.
These boots are made for… sitting
Niestety, nieobiektywna prawda wygląda tak, że w żadnym innym zimowym obuwiu moje nogi nie wyglądają tak dobrze, jak w tym, ale chodzić to się w tym nie da. Poza tym prześladuje mnie ostatnio przekonanie, że w butach na bardzo wysokim obcasie, a już szczególnie jeśli ten obcas jest cienki a obuw zaopatrzony w imponującą platformę, niskie osoby (do których się zaliczam) nie wyglądają wcale strzeliście i smukło, a raczej groteskowo. Z obu wymienionych powodów, występ poniższych kozaczków będzie raczej jednorazowy.
Rajstopy kupiłam w przekonaniu że będą raczej bardziej kryjące, bo to 40 den, ale źle nie wyglądają, a słoneczko jak widać było i nie umarzłam, więc uznałam że oblecą.
zielona fufajka – Orsay %
sweter – Zara % (kupowałam go jako brązowy)
spódnica – Zara
rajtki – H&M
kozaki made for sitting – Asos
torba – naprawdę nie wiem jaka to firma
Na górze róże
O portkowym kryzysie i jego skutkach już pisałam. Obie kiecki, zarówno ta z poprzedniego wpisu, jak i ta widoczna poniżej, są jego widocznym przejawem. I powiem Wam, że ta dzisiejsza jest o niebo wygodniejsza od poprzedniej, bo, mimo że krótsza, przez swoją bufiastą i raczej sztywną formę, trzyma się bez poprawiania tam gdzie powinna.
sweter – H&M (teraz kosztuje połowę, argggggghhhhhh)
spódniczka – Zara %
rajtki – drogeria
botki – Zara
Cóż mogę powiedzieć
Uwielbiam dresowe ciuchy (oprócz sławetnych portek, przymierzyłam i wyglądam jak pajac, niech sobie inni zadają w nich szyku, ja zostanę przy “górach”), nie cierpię natomiast zimy. Dziś wyszło jednak wreszcie słońce, i nawet zaczęło odrobinę grzać, a ja miałam wolne. Efekty poniżej.
Mnie osobiście ten zestaw się szalenie podoba, chociaż bardziej podobałby mi się chyba bez rajstop.
spódniczka – Mango %
bawełniane rajtki – drogeria
buty – Double You % (też nie znam, ale taki napis widnieje na pudełku)
My name is… czyli być jak Carrie
Na prawdziwe zdjęcia przyjdzie pewnie jeszcze trochę poczekać, ale na początek chciałam zaprezentować Wam mój ostatni hajlajt, z którym się ani na chwilę nie rozstaję: łańcuszek z imieniem.
Nie lubię i nie noszę złota, ale w wersji srebrnej te łańcuszki traciły dla mnie cały swój urok, więc zamówiłam złoty: zupełnie jak Carrie!
Feliz Navidad
Zdjęcie ani specjalnie szafiarskie, ani specjalnie świąteczne, i ogólnie nadające się raczej na mojego drugiego bloga (bo z argentyńską imienniczką), ale nie zanosi się, żebym miała w tym roku zrobić lepsze zdjęcia, więc z braku laku musi ujść to.
A wracając do adremu, chciałabym życzyć Wam wszystkim luzackich i odprężonych Świąt. Z mnóstwem wolnego czasu, mnóstwem smakołyków, które się potem nigdzie nie odłożą, i mnóstwem szczęśliwych momentów.
I zastanawiam się teraz która z nas nie zrozumiała pomysłu na to zdjęcie… :>
Życie bez kupowania butów jest prawie tak smutne, jak życie bez kupowania torebek
Ja osobiście w kwestii butów jakoś się trzymam (chociaż te botki co je ma Pani Mruk nie dają mi o sobie zapomnieć), ale w kwestii torebek, nie mogę i już. Więc jak przedwczoraj wpadł mi w górne kończyny widoczny na zdjęciach egzemplarz, czarny, skórzany, porządny, duży, mięciutki i przeceniony o 100 euro, z obłedem w oczach poprosiłam panią ekspedientkę o zatrzymanie go dla mnie przez 5 minut i pognałam do bankomatu.
Reszta stroju jest szczytem mojej kreatywności o 7 rano, ale nie przejmuję się, bo Katie ubrała się niedawno całkiem podobnie, a dysponowała z pewnością większą ilością czasu i możliwości.
sweter – H&M
naszyjnik – wiadomo
dżinsy – Zara
botki – Asos
torba – sklep z torbami, ten co zawsze
Warstwowo
Pogodę mamy znowu taką więcej wrześniową, to wykorzystuję możliwości ubierania warstwowego. A najbardziej lubię, nie wiedzieć czemu, jak mi dłuższe wystaje spod krótszego.
Poza tym wreszcie dorwałam torebkę na łańcuszku i cieszę się jak prosię w deszcz.
kurteczka – Zara
sweter – Zara
spódnica – Zara
torebka – (niespodzianka…) Zara
botki – Buffalo
Autoportret z rynną
Wiem że zdjęcia balkonowe i pewnie tracę całą wiarygodność, hehe, ale aktualnie strasznie mi ciężko przychodzi robienie zdjęć na bloga i, wiarygodna lub nie, będę musiała zadowolić się balkonem. Który, od użyteczności blogowej niezależnie, do najpiękniejszych wprawdzie nie należy, ale za to świetnie się na nim opala i uczy hebrajskich słówek.
Tyle o balkonie, jeśli zaś mowa o ciuchach, to chciałam pochwalić się kozakami, które nabyłam w zeszłym tygodniu i które kocham miłością bezgraniczną, bo są skórzane, karmelowe, płaskie i okrągłe (w sensie noski), a cholewkę mają prostą i nieco kaloszowatą.
A, rajstopy mam, chociaż wygląda jakby nie, ale ten właśnie efekt chciałam osiągnąć.


koszulka- H&M
spódnica – H&M
sweter – Zara
kozaki – Tango
naszyjnik – Bijou Brigitte
-
Archiwa
- Luty 2010 (1)
- Styczeń 2010 (4)
- Grudzień 2009 (2)
- Listopad 2009 (4)
- Październik 2009 (2)
- Wrzesień 2009 (6)
- Sierpień 2009 (3)
- Lipiec 2009 (9)
- Czerwiec 2009 (12)
- Maj 2009 (17)
-
Kategorie
-
RSS
Wpisy RSS
Komentarze RSS


















